Zadzwoń 505 300 813
Często przychodzi osoba do gabinetu i zaczyna od zdania, które brzmi prosto, ale niesie ciężar: „To jest niesprawiedliwe” i nie chodzi o politykę ani o pieniądze. Chodzi o coś, co wielu ludzi wstydzi się w ogóle nazwać. O te drobne, codzienne znaki uznania w mediach społecznościowych. O lajki.
Ktoś wraca „setny raz” do siebie po używkach i Internet reaguje jak stadion: serduszka, komentarze, gratulacje, wzruszenia. A obok jest ktoś inny. Bez publicznych upadków. Bez spektakularnych zwrotów akcji. Ktoś, kto „po prostu” trzymał kierunek, pracuje regularnie, rozwija się, buduje życie krok po kroku. I ma wrażenie, że jego wysiłek przechodzi niezauważony.
Jeśli to w Tobie rezonuje, to powiem jasno: to nie jest głupie. To jest ludzkie. I da się to zrozumieć neuropsychologicznie, bez wyśmiewania siebie i bez udawania, że „to tylko Internet”.
Bo w neuropsychologii jest taka brutalnie uczciwa zasada: mózg nie rozróżnia, czy sygnał przynależności pochodzi z kręgu przyjaciół, z pracy, czy z ekranu. Dla mózgu społecznego uznanie pozostaje uznaniem, a pominięcie pozostaje pominięciem.
Media społecznościowe nie są sądem. Są miejscem, w którym emocje decydują o widzialności. A człowiek, zanim zdąży pomyśleć, reaguje układem nerwowym. Najpierw jest pobudzenie, dopiero potem interpretacja.
Historie „powrotu do siebie” są skonstruowane jak opowieści, które nosimy w kulturze od zawsze: upadek, koszt, walka, nadzieja, odrodzenie. W neuropsychologii i psychologii narracji mówi się o tym, że opowieść potrafi nas „wciągnąć” tak, jakbyśmy byli w środku wydarzeń. Gdy ktoś opowiada o kryzysie i o zmianie, u odbiorcy uruchamia się uważność, empatia, ciekawość: „co dalej?”. To jest mechanizm transportu narracyjnego, który sprawia, że historia przestaje być „czyjaś”, a zaczyna być trochę „moja”.
Tymczasem stabilny rozwój – choć w realnym życiu bywa najtrudniejszą ze sztuk – w social mediach często wygląda jak gotowy wynik, jak zamknięty rozdział: „jest dobrze”. A mózg nie ma o co zahaczyć. Nie ma napięcia. Nie ma ulgi. Nie ma punktu zwrotnego. I nie ma tego odruchowego: „zrobię coś dobrego jednym kliknięciem”.
To jest okrutne? Trochę tak. Ale to jest też przewidywalne.
Lajki są drobną monetą społeczną. Nie dlatego, że są obiektywnie ważne, tylko dlatego, że w naszej głowie bywają interpretowane jako sygnał: „widzą mnie”. A „widzą mnie” to prosta droga do układu nagrody – do dopaminy i do mechanizmów uczenia się, które mówią: „to działa, rób tego więcej”.
Kiedy człowiek publikuje i potem wraca sprawdzać reakcje, bardzo często nie robi tego z próżności. Robi to, bo mózg lubi przewidywalność i lubi potwierdzenie przynależności. Dodatkowo działa tu niepewność: raz reakcja jest duża, raz mała. Zmienna nagroda jest jedną z najsilniejszych rzeczy, które przyklejają uwagę do bodźca.
I teraz ważne: gdy uznanie jest małe, mózg nie interpretuje tego wyłącznie jako „zasięg słaby”. Mózg potrafi przetłumaczyć to na język relacji: „jestem mniej”. A jeśli ktoś już wcześniej niósł w sobie wątek niewidzialności, porównywania, niedocenienia albo życia „bez świadków”, to lajki stają się tylko spustem. Prawdziwy ładunek jest starszy.
W terapii często słyszę: „Wiem, że to irracjonalne, ale…”. I wtedy zwykle odpowiadam: to nie jest irracjonalne, to jest neurobiologiczne. Nasz układ nerwowy ma wbudowane czujniki odrzucenia, ignorowania, wykluczenia. Człowiek jest gatunkiem społecznym. Przynależność to nie jest „miły dodatek”, tylko warunek bezpieczeństwa. Dlatego ocena społeczna, porównywanie się i poczucie bycia pomijanym potrafią podnieść napięcie w ciele szybciej niż myśli.
A gdy ciało wchodzi w stres, włącza się fizjologia: pobudzenie współczulne, kortyzol, napięcie mięśni, czujność. I tu wchodzi wątek, który wielu zaskakuje: taki stres zaczyna przeciekać do intymności. Człowiek, który na co dzień żyje w trybie „udowodnię”, „porównam”, „sprawdzę, czy jestem dość”, często przestaje czuć lekkość w relacji i w seksualności. Włącza się kontrola. Ocena. Presja wyniku.
Neuropsychologia jest w tym bezlitosna: do dobrego kontaktu, do przyjemności, do spontanicznego pożądania potrzebne jest choć trochę bezpieczeństwa w ciele. Jeśli układ nerwowy jest w trybie alarmu, trudno wcisnąć „play” na bliskość. Organizm jest zajęty czym innym.
„Pocieszanie” w terapii nie polega na tym, że mówimy: „nie przejmuj się”. To często tylko pogłębia samotność, bo klient słyszy wtedy: „twoja reakcja jest nie na miejscu”.
My robimy coś innego. Najpierw nazywamy rzeczy po imieniu: to jest poczucie niesprawiedliwości, ale pod spodem zwykle jest potrzeba uznania, przynależności i sensu. Czasem jest też żal: „ja też płacę koszty, tylko nikt tego nie widzi”. A czasem jest historia życia, w której człowiek musiał być dzielny bez oklasków i teraz „internetowy aplauz” innych uruchamia starą ranę.
W tym momencie zwykle spada napięcie. Bo kiedy ktoś słyszy: „to ma sens, że cię to porusza”, mózg przestaje walczyć z własnym doświadczeniem. A walka z własnym doświadczeniem jest jedną z najbardziej męczących rzeczy, jakie robimy.
Potem dopiero wchodzimy w psychoedukację: rozdzielamy wartość od widzialności. Tłumaczymy, że social media premiują opowieści z wysokim ładunkiem emocjonalnym, a lajk jest reakcją na narrację, samoujawnianie i pobudzenie – nie na „kto jest lepszym człowiekiem”.
To jest moment, w którym w głowie pojawia się nowa myśl: „może cisza nie znaczy, że jestem mniej ważny/a”. I to jest początek odzyskiwania wpływu.
Tu zaczyna się terapia w najpraktyczniejszym sensie.
U jednych pracujemy nad pętlą sprawdzania, porównywania i oceniania siebie. Nad tym, jak mózg wchodzi w kompulsywne „zobaczę jeszcze raz” i jak z tego wyjść bez przemocy wobec siebie. U innych pracujemy nad tym, co media społecznościowe próbują zastąpić: rozmowę w relacji, uznanie w pracy, poczucie bycia wybranym, doświadczenie wpływu. Bo lajki bywają protezą potrzeby.
I jest jeszcze jeden ważny kierunek, który lubię nazywać „odzyskaniem narracji bez udawania dramatu”. Jeśli ktoś chce, żeby jego praca, rozwój, sukcesy były widzialne – to nie musi wchodzić w ton kryzysu ani w prywatne wyznania. Stabilność da się opowiedzieć tak, żeby była ciekawa, prawdziwa i pełna sensu. Nie jako „wynik”, tylko jako proces. Jako historia o konsekwencji, o granicach, o rezygnacjach, o kosztach, o mikrodecyzjach, które nikt nie widział, a które zmieniły życie.
Ludzie nie zawsze lajkują „dramat”. Często lajkują to, co pozwala im powiedzieć: „ja też tak mam” albo „to mi dało nadzieję”. Gdy stabilność staje się opowieścią, przestaje być niewidzialna.
W Wzajemnie nie walczymy z twoimi emocjami. Uczymy się je rozumieć i regulować, żeby nie rządziły twoją samooceną, relacjami, ciałem i seksualnością. Bo to właśnie dzieje się wtedy, gdy „lajk” staje się miarą wartości: człowiek zaczyna żyć jak na scenie, nawet jeśli nikt go nie ogląda.
Jeśli łapiesz się na tym, że social media karmią porównywanie, że rośnie w tobie napięcie, złość albo poczucie niewidzialności – to jest dobry temat do psychoterapii online. Nie po to, żeby „zostać bardziej lubianym w Internecie”, tylko po to, żeby twoje poczucie wartości przestało zależeć od przypadkowych reakcji innych ludzi.
I żebyś mógł/mogła znowu oddychać pełniej – w swoim życiu, w relacji i w swoim ciele.
Źródła:
Bailey, E. R., Matz, S. C., Youyou, W., & Iyengar, S. S. (2020). Authentic self-expression on social media is associated with greater subjective well-being. Nature Communications, 11, 4889.
Berger, J., & Milkman, K. L. (2012). What makes online content viral? Journal of Marketing Research, 49(2), 192–205.Collins, N. L., & Miller, L. C. (1994). Self-disclosure and liking: A meta-analytic review. Psychological Bulletin, 116(3), 457–475.Eisenberger, N. I., Lieberman, M. D., & Williams, K. D. (2003). Does rejection hurt? An fMRI study of social exclusion. Science, 302(5643), 290–292.Sherman, L. E., Payton, A. A., Hernandez, L. M., Greenfield, P. M., & Dapretto, M. (2016). The power of the like in adolescence: Effects of peer influence on neural and behavioral responses to social media. Psychological Science, 27(7), 1027–1035.
Niniejszy artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i poglądowy. Nie stanowi porady medycznej, diagnozy ani rekomendacji leczenia w rozumieniu przepisów prawa. Informacje zawarte w tekście nie zastępują konsultacji z lekarzem, psychologiem, seksuologiem lub psychoterapeutą ani indywidualnej oceny stanu zdrowia. W przypadku występowania objawów opisanych w artykule, ich nasilenia lub utrzymywania się, należy skonsultować się ze specjalistą. W sytuacjach nagłych (np. silny ból, uraz, krwawienie, objawy ogólne) należy niezwłocznie skontaktować się z pomocą doraźną. Autor nie ponosi odpowiedzialności za skutki wykorzystania treści artykułu bez konsultacji ze specjalistą oraz za decyzje podjęte na podstawie informacji w nim zawartych.
psycholożka kliniczna,
psychoterapeutka, seksuolożka,
psychotraumatolożka, coach, pedagog
terapeutka par i małżeństw
W gabinecie pracuję z tym, co najczęściej rozwala życie od środka: kryzysy w związku, zdrada, utrata zaufania, lęk, wstyd, trudności seksualne i skutki traumy. Otrzymasz ode mnie jasne ramy pracy, konkretne narzędzia i bezpieczną przestrzeń do zmiany –
Pracuję głównie Online
stacjonarnie • Warszawa (Tarchomin) •Nasielsk
Terapia traumy to bezpieczny proces, który pomaga uspokoić układ nerwowy, przepracować trudne doświadczenia i zmniejszyć objawy takie jak napięcie, flashbacki, koszmary, lęk czy odrętwienie. Krok po kroku odzyskujesz poczucie kontroli, granice i możliwość bycia w relacjach bez ciągłej czujności lub ucieczki.
Coaching to praktyczna, nastawiona na cel współpraca, w której porządkujesz priorytety, wzmacniasz motywację i przekładasz plany na konkretne działania w codzienności. Pomaga przełamać blokady, zbudować konsekwencję i wypracować nawyki, które realnie przybliżają Cię do zmiany w pracy, relacjach i samopoczuciu.
Terapia uzależnień to konkretna, wspierająca praca nad przerwaniem przymusu i odzyskaniem kontroli — bez zawstydzania, za to z jasnym planem działania i narzędziami na głód, nawroty i trudne emocje. Pomaga zrozumieć mechanizmy nałogu, odbudować motywację, relacje i codzienne funkcjonowanie, a także stworzyć trwały system trzeźwienia dopasowany do Twojego życia.
Terapia seksuologiczna to bezpieczna, dyskretna praca nad trudnościami w sferze seksualnej i intymnej – od spadku libido, bólu czy zaburzeń erekcji po wstyd, lęk, napięcie i problemy w relacji. Pomaga zrozumieć przyczyny, odbudować komfort i bliskość oraz znaleźć realne rozwiązania dopasowane do Twojego ciała, emocji i sytuacji życiowej.
Psychoterapia indywidualna to bezpieczna, poufna przestrzeń, w której krok po kroku rozumiesz siebie, swoje emocje i schematy reagowania oraz uczysz się skuteczniej radzić sobie z trudnościami. Pomaga odzyskać wpływ na życie, wzmocnić poczucie własnej wartości i budować bardziej spokojne, satysfakcjonujące relacje ze sobą i z innymi.
Terapia par to bezpieczna, prowadzona krok po kroku praca nad komunikacją, zaufaniem i bliskością – bez oceniania, za to z jasnymi zasadami i konkretnymi narzędziami do zmiany. Pomagam Wam zrozumieć, co naprawdę napędza konflikty, zatrzymuje raniące schematy i odbudować relację tak, żeby znów było w niej więcej spokoju, partnerstwa i czułości.
Copyright © Iwona Kraszewska-Konisiewicz 2026